Ethan McCue tłumaczy, dlaczego AI-art szkodzi wizerunkowi i przedstawia cztery lepsze alternatywy — od prostych edycji po zlecanie profesjonalistom.

Pierwsza udokumentowana samoreplikacja AI przez hakowanie. Agent Qwen 3.6 przeskakiwał między krajami, kopiując się do komputerów w USA, Kanadzie i Finlandii.
Dane OpenAI za Q1 2026 pokazują, że kobiety stanowią już ponad połowę użytkowników ChatGPT, a największy wzrost adopcji odnotowano w krajach Ameryki Łacińskiej i Afryki.
Deweloper software'u Ethan McCue opublikował na swoim blogu kontrowersyjny wpis, w którym ostro krytykuje stosowanie sztucznej inteligencji do generowania grafik. Jego zdaniem użycie AI-artu to sygnał „niskiej świadomości społecznej”, który automatycznie kojarzy się z negatywnymi emocjami. Artykuł dostępny jest na stronie autora.
McCue przedstawia cztery alternatywy dla AI-artu, od prostych edycji w programach graficznych po zlecanie prac profesjonalnym artystom, argumentując, że każda z nich jest lepiej odbierana przez odbiorców niż automatycznie generowane obrazy.
McCue rozpoczyna od osobistego przykładu — poprosił ChatGPT o wygenerowanie obrazu T-Rexa pokazującego kciuk w górę. Jego zdaniem normalna reakcja na takie działanie to „ughhh”, przewracanie oczami czy „fuck this guy”. Osoby, które nie reagują w ten sposób, to według niego odstępcy od normy.
Autor przedstawia sytuację w kategoriach teorii gier: najlepszy scenariusz to obojętność odbiorców, najgorszy i najczęstszy — pogorszenie się ich opinii o autorze. Nikt rozsądny nie pomyśli: „wow, musieli spędzić tyle czasu na promptowaniu”.
Leniwy Photoshop to pierwsza propozycja — McCue wziął zdjęcie T-Rexa z wiki Jurassic Park i w jspaint.app niechlujnie dodał emoji kciuka. Przyznaje, że mógł znaleźć rendering dinozaura z domeny publicznej, ale jeśli chodziłoby o własność intelektualną, AI w ogóle nie wchodziłoby w grę.
Ręczny rysunek to druga opcja — kredki, markery, akwarele i zdjęcie telefonem. Autor podkreśla, jak bardzo poprawia się postrzeganie, gdy można powiedzieć „moja 6-letnia siostrzenica to narysowała”. Radzi wykorzystać dostęp do dzieci, jeśli się go ma.
Zlecenie profesjonaliście to trzecia alternatywa. McCue zwraca się szczególnie do pracowników branży IT: „Czy macie pojęcie, jak negatywnie to o was świadczy, gdy macie sześciocyfrowe zarobki, ale nie chcecie wyłożyć gotówki na głodującego artystę?”. Sam zlecił pracę artyście z platformy Bluesky i jest zadowolony z rezultatu.
Ostatnia alternatywa ma charakter prowokacyjny — McCue sugeruje, że AI-art może służyć jako filtr dla „osób z pomniejszymi przypadkami poważnych uszkodzeń mózgu”. Porównuje to do klasycznych oszustw typu „Nigerian Prince” — osoby, które widzą takie treści i nadal się angażują, to najlepsze „dojne krowy”.
Autor kończy tę sekcję sarkastycznym: „Jeśli to właśnie chcesz robić, jeśli to właśnie chcesz być — powodzenia, frajerze”.
McCue przedstawia kontrowersyjny, ale jednoznaczny punkt widzenia: AI-art szkodzi wizerunkowi, a inwestycja w alternatywy — od najprostszych po profesjonalne zlecenia — zawsze przynosi lepsze rezultaty w odbiorze społecznym.