Matti Haapoja i Sam Kolder oskarżani o niezadeklarowaną reklamę platformy AI Higgsfield i jej narzędzia Seedance 2.5 wśród fanów.

Źródło zdjęcia: The Verge
Twórcy z YouTube'a, w tym Matti Haapoja i Sam „Kold” Kolder, zmierzyli się z falą krytyki po tym, jak opublikowali filmy promujące platformę AI Higgsfield — donosi The Verge. W ciągu ostatnich kilku dni znani twórcy zajmujący się filmowaniem opublikowali materiały prezentujące możliwości narzędzia Higgsfield, w tym jego nową funkcję Seedance 2.5, przedstawiając te technologie jako przyszłość produkcji wideo. Problem w tym, że część widzów odczytała te filmy jako niezadeklarowaną reklamę.
W odpowiedzi na te publikacje inni twórcy zaczęli udostępniać zrzuty ekranu z ofertami współpracy od firm PR działających na rzecz Higgsfield. To skłoniło fanów do wniosku, że firma próbuje wykorzystać popularnych twórców, by zbudować swój wizerunek i zdobyć przychylność publiczności. Filmy Haapoji i Koldera nie zostały oznaczone jako reklama, a ani twórcy, ani Higgsfield nie odpowiedzieli na pytania The Verge dotyczące tego, czy była to płatna współpraca.
Film Haapoji przypomina niemal infomercial — twórca wyjaśnia, jak za pomocą promptów powstał Cully Hill Boys, pełnometrażowy film Higgsfield z udziałem generowanych przez AI cyfrowych duplikatów youtuberów Mikyle’a „N3on” Rafiqa i Matta Kiatipisa. Haapoja demonstruje też możliwości Seedance 2.5, umieszczając siebie samego w wygenerowanych przez AI scenografiach science fiction. Z kolei film Koldera, zatytułowany „AI is replacing me”, zaczyna się jak opowieść o jego drodze w branży wideo, a następnie przechodzi w fikcyjną, przypominającą Chappie narrację, w której eksploruje Mauretanię z pomocą robota. Oba materiały łączą prawdziwe nagrania z wyraźnie „nieuchwytnie sztuczną” grafiką generowaną przez AI.
Na Threads film Haapoji spotkał się z krytyką fanów i innych twórców, którzy uważają go za swojego rówieśnika. Marques Brownlee zarzucił Haapoji, że porównuje generatywną AI do Canona EOS 5D Mark II — ikonicznej lustrzanki, która swego czasu ułatwiła niezależnym filmowcom dostęp do nagrywania w rozdzielczości 1080p. Brownlee podkreślił, że w przeciwieństwie do 5D Mark II, które jest fizycznym narzędziem wymagającym nauki obsługi, generatywna AI jest „trenowana na materiałach stworzonych przez ludzi, bez żadnego przypisania”.
Sekcja komentarzy pod filmem Koldera na YouTube okazała się bardziej zróżnicowana niż w przypadku Haapoji — wielu widzów reagowało pozytywnie. Jednak na każde kilka komentarzy w stylu „absolutne kino!” czy „niesamowite przejścia!” przypadają wpisy w tonie żalu, że „AI pokonała naszego króla” i przekonania, że „żadna AI nie zastąpi twórczych artystów”.
Negatywne reakcje na filmy Haapoji i Koldera były znacznie głośniejsze niż odzew na inne niedawne współprace Higgsfield z twórcami. Film Cully Hill Boys zadebiutował w zeszłym tygodniu bez większego szumu, co sugerowało, że widzowie nie mieli wobec niego szczególnie silnych emocji w żadną ze stron. Przeglądając posty obsady filmu, można znaleźć mieszankę entuzjastów AI kibicujących Higgsfield i osób krytykujących firmę za produkowanie tzw. „slopu”. W większości przypadków krytyka nie była wymierzona w samą obsadę — aktorzy udostępnili Higgsfield prawo do wykorzystania swoich wizerunków, ale poza tym nie byli tak bezpośrednio zaangażowani w produkcję, jak tradycyjni aktorzy.
Różnica w przypadku materiałów Haapoji i Koldera polega na tym, że przypominają one sponsorowaną reklamę, mającą na celu zjednanie widzów dla Higgsfield. Choć żaden z twórców nie powiedział wprost „wy też powinniście korzystać z tych produktów”, taki podtekst wydawał się nieunikniony. Jak wskazuje The Verge, taka sytuacja pokazuje, co może się stać, gdy osoby z dużymi zasięgami w mediach społecznościowych wiążą się z produktami i firmami, które nie pasują do wartości ich publiczności — problem, który dotyczy w zasadzie każdego produktu, ale w przypadku generatywnej AI twórcy stają się szczególnie łatwym celem dla negatywnych emocji wobec tej technologii.
Podobna sytuacja miała miejsce wcześniej w tym miesiącu, gdy OpenAI zaprosiło grupę influencerów na luksusowy pobyt w kurorcie w stanie Nowy Jork w ramach wydarzenia „Summer Club”. Żaden z zaproszonych twórców nie opublikował wtedy materiału tak rozbudowanego jak filmy Haapoji czy Koldera, ale same posty o wyjeździe i otrzymanych gadżetach z logo OpenAI wystarczyły, by zniechęcić część ich obserwatorów.
Firmy takie jak OpenAI czy Higgsfield mogą, przynajmniej do pewnego stopnia, pozwolić sobie na to, by ich reklamy irytowały część odbiorców. Twórcy, którzy decydują się na współpracę z firmami AI, znajdują się jednak w znacznie bardziej skomplikowanej sytuacji. Duże zasięgi budują się latami, a widzowie, którzy śledzą danego twórcę, często traktują go jako osobę godną zaufania. Gdy taki twórca angażuje się w promocję technologii, która wzbudza silne, negatywne emocje społeczne — jak w przypadku generatywnej AI trenowanej bez zgody i przypisania autorom oryginalnych materiałów — ryzykuje utratę tego zaufania, nawet jeśli sama współpraca formalnie nie różni się od typowych partnerstw reklamowych.
Sprawa Haapoji i Koldera pokazuje, jak cienka jest granica między demonstracją nowego narzędzia a niezadeklarowaną reklamą — i jak szybko społeczność twórców internetowych jest w stanie zdemaskować ukryte partnerstwa marketingowe, zwłaszcza gdy w tle stoi kontrowersyjna technologia generatywnej AI.

Firmy chwalą się, że AI odkryła lek, ale w patentach wymieniają wyłącznie ludzi – bo prawo w USA nie uznaje maszyn za wynalazców.

Klasyfikatory Anthropic blokujące pytania o broń biologiczną były wyłączone przez rok, obejmując 133 mln rozmów kontrahentów.

SpaceX zamknęło przejęcie Cursor za 60 mld dolarów, dając startupowi dostęp do ogromnej floty GPU firmy Elona Muska.