Deweloper webowy opisuje ewolucję trendów: od karuzeli przez bannery cookies do chatbotów AI. Klienci żądają ich nie dla funkcji, ale jako symbol nowoczesności.

Anthropic przejmuje centrum danych Colossus 1 od xAI, co budzi wątpliwości co do strategii Muska i przygotowań do IPO SpaceX.

Komisja Kongresu żąda zeznań od CEO OpenAI w związku z podejrzeniami konfliktu interesów. Sześciu prokuratorów wzywa SEC do zbadania sprawy.
Deweloper webowy Adele dzieli się swoimi obserwacjami na temat zmieniających się trendów w projektowaniu stron internetowych. W swoim artykule na blogu opisuje, jak przez lata klienci żądali różnych elementów — od karuzeli, przez bannery cookies, aż po obecne chatboty AI — nie ze względu na ich użyteczność, ale jako symbol nowoczesności.
Autor zauważa charakterystyczny wzorzec: klienci pokazują mu konkurencyjne strony na telefonach, wskazując na elementy, które chcą skopiować. Wcześniej były to karuzele na stronach głównych, teraz są to chatboty AI umieszczone w prawym dolnym rogu.
Deweloper opisuje znajomy scenariusz: klient wyciąga telefon podczas spotkania, pokazuje stronę konkurencji i mówi „Widzisz? Oni mają taką rzecz”. Przez lata tym „czymś” były karuzele — duże, powolne slajdery pełne zdjęć stockowych. Autor zbudował ich dziesiątki, które kręciły się, przełączały i ślizgały, podczas gdy odwiedzający całkowicie je ignorowali, przewijając w pół sekundy w poszukiwaniu numeru telefonu.
Następnie przyszły bannery zgody na cookies — nawet dla stron, które w ogóle nie używały plików cookie. Potem Google Tag Manager, również dla klientów, którzy nigdy nie otworzyli raportu analitycznego. Jeden z klientów po osiemnastu miesiącach od uruchomienia strony przyznał, że nigdy nie sprawdził statystyk ruchu — nie pamiętał nawet danych logowania.
Teraz kolej na chatboty AI. Autor zadaje klientom proste pytanie: „Czy rzeczywiście używasz chatbotów, gdy odwiedzasz inne strony?” Zwykle następuje pauza, potem śmiech. Nie, nie używają. Zamykają je natychmiast, uważają za irytujące. Połowa z nich odpowiada na pytania rzeczami zupełnie niepowiązanymi z tematem.
Jeden klient opowiadał o chatbocie konkurencji, który przez miesiące podawał błędne godziny otwarcia. Uważał to za zabawne. A jednak: „ale powinniśmy mieć jeden, prawda?”
To nie chodzi o użyteczność ani nawet o sam chatbot. Chodzi o widoczność, strach przed wyglądaniem na przestarzałego. Strona bez chatbota w 2026 roku może wydawać się niedokończona, jakby czegoś brakowało — nawet jeśli tym czymś jest półzepsuty widget, który większość odwiedzających odrzuca w trzy sekundy.
Autor próbował przeciwnego podejścia. Gdy klient wspomina o chatbocie, czasem otwiera kilka stron typu „smolweb” — szybkich, minimalistycznych, czytelnych, spokojnych. Bez wyskakujących okien, bez migających rogów. Tylko treść, przejrzysta i natychmiastowa.
Oczy klientów się zmieniają. „Och, to szybko się ładuje.” „To łatwe do przeczytania.” „Podoba mi się to.” I mówią to szczerze.
Gdy pyta, czy chcieliby coś takiego, pada odpowiedź: „Cóż... ale to wygląda trochę prosto, nie?”
”Proste” to słowo, które ciągle się pojawia. Autor nauczył się, że gdy klient mówi „proste”, nie ma na myśli „łatwe w użyciu”, ale „niewystarczająco imponujące”. Oznacza to „co ludzie pomyślą”. Szczupła, szybka strona nie wygląda, jakby coś kosztowała. Nie sygnalizuje wysiłku ani profesjonalizmu.
Prawdziwa ironia polega na tym, że zbudowanie czegoś naprawdę prostego — co ładuje się natychmiast i mówi dokładnie to, co potrzeba, i nic więcej — jest często trudniejsze niż dodanie chatbota. To jednak niewidoczna praca. Nikt nie dostrzega tej powściągliwości.
Deweloper nie oferuje gotowego rozwiązania tego problemu. Presja nie pochodzi tak naprawdę od klientów, ale od samego internetu — dekady rozdmuchanych stron, ciemnych wzorców projektowych i wyścigu funkcji, które po cichu przedefiniowały, jak wygląda „prawdziwa” strona internetowa.
Zmiana może przyjść od użytkowników, nie od decydentów. Może nastąpi, gdy wystarczająco dużo osób zauważy, że szybka, spokojna strona była łatwiejsza w użyciu. Że rzeczywiście znaleźli to, po co przyszli. Że nie musieli zamykać trzech rzeczy przed przeczytaniem pierwszej linijki.
W międzyczasie chatbot jest aktywny, siedzi w rogu strony głównej klienta i mruga cierpliwie. Nie zna godzin otwarcia, nie zna cen, tak naprawdę nic nie wie. Ale jest tam — jak u wszystkich innych.