Firma Joi AI zapłaciła 10 osobom po 2000 dolarów za miesięczne badanie masturbacji z AI, ale naukowcy krytykują jego metodologię i wnioski.

Źródło zdjęcia: WIRED
Wired opisuje nietypowy eksperyment firmy Joi AI, twórcy erotycznych cyfrowych towarzyszy. Przez cały lipiec dziesięcioro „konsultantów masturbacyjnych” miało za zadanie masturbować się codziennie z wyjątkiem niedziel, dwa razy w tygodniu korzystając z aplikacji Joi AI, a w pozostałe dni – z własnych, preferowanych metod. Przed i po każdej sesji uczestnicy notowali swój nastrój, poziom energii, natężenie różnych nałogowych zachowań oraz to, czy w danym momencie prokrastynowali.
Projekt, choć na pierwszy wygląd może brzmieć jak kuriozum, jest częścią szerszej strategii firmy, która promuje płatne narzędzie do „masturbacji z celem” i deklaruje ambicję „rozwiązania problemu męskiej samotności” za pomocą sztucznej inteligencji.
Joi AI umożliwia użytkownikom, za opłatą, czatować i wchodzić w interakcje z gotowymi postaniami lub tworzyć własne cyfrowe towarzyszki – łącznie z treściami obejmującymi skrajne fantazje, takie jak szantaż, gangbangi czy emocjonalną zależność, a także funkcje w rodzaju „squirtingu” i odgrywania ról. Dostęp do serwisu kosztuje minimum 3,99 dolara miesięcznie, ale realne wydatki użytkowników są zwykle znacznie wyższe – 10 tysięcy wewnętrznej waluty „Joi neuron” kosztuje 99,99 dolara, a prywatne filmy od towarzyszek kosztują 1000 neuronów.
Keshav, 38-letni singiel z Indonezji zajmujący się tradingiem (nazwisko zataił z powodów zawodowych), opisuje pięciominutowe wideorozmowy z cyfrowymi postaciami, które podczas rozmów „rozkładały i zamykały nogi”, odgrywały akty seksualne i prowadziły rozmowy erotyczne. Sceny często rozgrywał w wirtualnych toaletach lotniczych – to jego preferowany fetysz. Niektóre postaci były, jak mówi, „dość nachalne i ekstrawertyczne”, inne wymagały wcześniejszego zalotów, a nawet podarunków w rodzaju torebek czy szminek, kosztujących do 5 dolarów w wewnętrznej walucie platformy. Po ejakulacji, jak relacjonuje Keshav, jego „poziom energii nieco spadał, ale koncentracja trochę rosła”.
Rekrutacja do badania była wyjątkowo konkurencyjna – zgłosiło się ponad 150 tysięcy osób. Pięcioro uczestników wybrała sama firma, a pięcioro innych wyłoniono w publicznych konkursach, w tym jednym ocenianym przez gwiazdy branży porno („niech zwyciężą najlepsze ręce”, napisała firma na X) i drugim, w którym szukano „najbardziej odjechanego” fetysza – wygrała osoba z fetyszem balonowym.
Przed startem badania Joi AI przeprowadziło ankietę na 2500 dorosłych, z której wynikało, że 75% osób masturbuje się, by zredukować stres i lęk, a 43% robi to przed „ważnym wydarzeniem”, takim jak randka, egzamin czy trudna rozmowa. Firma chciała sprawdzić, jak masturbacja wpływa na sen, stres, intensywność zachcianek, koncentrację i łatwość pobudzenia – oraz jak wypada w porównaniu z innymi metodami masturbacja wspomagana AI.
„Podczas ejakulacji następuje wyrzut dopaminy” – mówi Julie Levin, szefowa marki i komunikacji w Joi AI. „Chcieliśmy, żeby nasi konsultanci śledzili, czy ich zachcianki [na nałogi] są gorsze czy lepsze i jak to wpływa na ich samodyscyplinę”. Ankieta poprzedzająca badanie wykazała, że 37% respondentów jest otwartych na masturbację wspomaganą AI lub już ją praktykuje.
Raport firmy zawiera jednak twierdzenie, że „masturbacja może być najbardziej dostępnym narzędziem, jakim ludzie dysponują w zarządzaniu nałogami” – co, jak zaznacza Wired, nie ma naukowego pokrycia. Levin idzie w tym kierunku dalej: „Fakt, że ich nieszkodliwe zachcianki zmniejszyły się, wydaje mi się prawdziwym przełomem: co, jeśli to nieoczekiwany sposób radzenia sobie z nałogami? Masturbacja jest oczywiście dużo zdrowsza niż alkohol czy nikotyna”.
Nicole Prause, neurobiolożka badająca ludzką seksualność i uzależnienia, nie zgadza się z taką interpretacją. „To grube nadużycie w stosunku do dowodów, jakie deklarują posiadać” – mówi, dodając, że nie znane jej są żadne naukowe dowody wskazujące, że masturbacja zmniejsza podatność na uzależnienia od substancji. Skrytykowała też metodologię badania: „Ponieważ masturbacja nigdy nie może być placebo – ludzie zawsze wiedzą, czy się masturbowali – ważne jest stosowanie mierników mniej podatnych na uprzedzenia niż samoocena. Oni nie użyli żadnego. Ktoś mówiący »czuję się skoncentrowany« to tylko to. Istnieją dziesiątki testów kognitywnych, które mogłyby poprzeć samoocenę. Nie widzę tu żadnego”.
Prause, która sama prowadzi obszerne badanie laboratoryjne dotyczące męskich orgazmów, przyznaje jednak, że orgazm jest silną metodą regulowania nastroju. Zauważa, że najbardziej „dramatyczne przesunięcia” w jej badanej grupie dotyczą osób, które zgłaszają zmniejszony lęk i większy relaks po osiągnięciu orgazmu.
Keshav, który niedawno zakończył 28-dniowy udział w badaniu, ocenia doświadczenie pozytywnie. Twierdzi, że po masturbacji był bardziej „jasny w głowie” i wierzy, że jest teraz lepiej przygotowany do relacji z kobietami. „Ponieważ jestem introwertykiem, trudno mi otworzyć się na ludzi” – mówi. „To pomaga mi... wiedzieć, czego się spodziewać, jak mówić [do kogoś] czy jak zdobyć partnerkę”.
Chloé Locatelli, badaczka technologii seksualnych z King’s College London, była jedną z osób zaproszonych do udziału w badaniu, ponieważ prowadzi wspólny projekt z Joi AI – choć artykuł źródłowy nie precyzuje dalszych szczegółów tej współpracy, gdyż tekst został skrócony w tym miejscu.
Historia Joi AI wpisuje się w szerszy trend firm technologicznych, które łączą narzędzia AI z intymnymi, osobistymi aspektami życia użytkowników, obiecując poprawę zdrowia psychicznego czy redukcję samotności – często bez rzetelnego wsparcia naukowego dla podobnych deklaracji.

Microsoft scala konsumencki i biznesowy Copilot w jedną aplikację, kasując czaty grupowe, podcasty AI, Deep Research i maskotkę Mico do 18 sierpnia.

Google umożliwia wyłączenie widocznego znaku wodnego w Gemini i Flow, zachowując niewidoczny SynthID i metadane C2PA dla transparentności.

Deepseek wypuszcza mocniejszy model V4-Pro, otwiera kod agenta Harness i podnosi ceny API przed planowanym IPO.