Reportaż WSJ i dane OECD pokazują, że masowe wdrożenie Gemini w szkołach Google może obniżać wyniki i zdolność samodzielnego myślenia uczniów.

Źródło zdjęcia: Spider's Web
Amerykański system edukacji wpadł w nową dyskusję: czy sztuczna inteligencja uczy dzieci myśleć, czy raczej odbiera im tę zdolność. Reportaż „The Wall Street Journal” pokazuje, że coraz więcej nauczycieli, rodziców, badaczy, a nawet samych uczniów przechyla się ku tej drugiej odpowiedzi — a w centrum sporu stoi Google i jego Gemini.
Firma od lat jest głęboko zakorzeniona w amerykańskich szkołach dzięki Chromebookom, Classroomowi i całemu pakietowi usług edukacyjnych. Kiedy Google zaczął agresywnie wdrażać Gemini i funkcje AI do swoich produktów, miliony uczniów praktycznie z dnia na dzień zyskały dostęp do generatywnej sztucznej inteligencji. Problem w tym, że coraz częściej nie chodzi już o pomoc w nauce, a o zastępowanie nauki.
Jednym z bohaterów reportażu WSJ jest Richard Scott, uczeń z Pensylwanii. Zaczynał od niewinnego wpisywania zadań z algebry do Wyszukiwarki Google, by szybciej odrabiać lekcje. Z czasem zaczął korzystać z AI również przy innych przedmiotach — opisywał części wulkanu, pisał wypracowania, wykonywał kolejne zadania domowe. Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego. Najbardziej ucierpiała matematyka — przedmiot, z którym wcześniej nie miał problemów. Chłopak oblał końcowy egzamin, a dziś sam przyznaje, że korzystanie z AI „spowolniło jego myślenie”. Na testach, na których sztucznej inteligencji nie można było użyć, miał trudności z samodzielnym dochodzeniem do odpowiedzi.
Podobna historia dotyczy piętnastoletniej Sophii Chatzigianni z Wirginii. Regularnie korzystała z podsumowań AI w wyszukiwarce Google i z trybu AI Mode dostępnego na szkolnym komputerze. Jej wyniki z geografii i algebry gwałtownie spadły. Gdy przestała polegać na AI, oceny wróciły do normy.
Dla środowiska edukacyjnego najbardziej niepokojące nie jest to, że AI popełnia błędy — tych uczniowie zresztą rzadko widzą. Problemem jest to, że sztuczna inteligencja skutecznie eliminuje sam moment intelektualnego wysiłku: ten krótki, nieprzyjemny etap, w którym trzeba samodzielnie pomyśleć, przeanalizować problem albo kilka razy się pomylić, zanim znajdzie się rozwiązanie.
Trudno wskazać firmę technologiczną o równie silnej pozycji w amerykańskim szkolnictwie co Google. Z jego edukacyjnych rozwiązań korzysta ponad 170 mln uczniów i nauczycieli na całym świecie. Gemini promowane jest jako „AI buddy” — towarzysz pomagający w nauce. Kłopot w tym, że część funkcji AI pojawia się bezpośrednio w wyszukiwarce i ekosystemie Google, z którego szkoły korzystają każdego dnia. Cytowani przez WSJ administratorzy szkolni wskazują, że niektórych funkcji Gemini nie da się całkowicie wyłączyć standardowymi narzędziami administracyjnymi.
To rodzi pytanie wykraczające daleko poza samą edukację: czy uczniowie rzeczywiście świadomie wybrali korzystanie z AI, czy sztuczna inteligencja została po prostu wszyta w narzędzia, które i tak muszą obsługiwać każdego dnia? W tym sensie historia Gemini przypomina wcześniejsze etapy ekspansji mediów społecznościowych — najpierw technologia jest przedstawiana jako przełomowe rozwiązanie konkretnych problemów, później staje się wszechobecna, a poważna dyskusja o skutkach ubocznych zaczyna się dopiero po kilku latach.
Dane OECD z badania Gemini 4 Argon pokazują skalę tej ekspansji — Google nieustannie rozwija swój model, jednocześnie wprowadzając go do kolejnych produktów konsumenckich i edukacyjnych bez pełnej kontroli nad tym, jak i kiedy jest używany.
Nauczycielka historii sztuki opisana w reportażu zauważyła, że uczniowie osiągający dobre wyniki przez cały rok oblewali egzaminy końcowe, bo w rzeczywistości nie przyswoili materiału. Inni nauczyciele mówią o narastających problemach z wymyślaniem tematów wypracowań, formułowaniem własnych opinii czy wyszukiwaniem informacji poza odpowiedziami AI.
Pojawia się też charakterystyczne zjawisko: uczniowie sięgają po AI nie tylko przy trudnych zadaniach, ale i przy najprostszych czynnościach. Jeden z nauczycieli opisywał nastolatków pytających Gemini o tak banalne rzeczy jak liczba godzin pozostałych do konkretnej pory dnia. Sztuczna inteligencja przestaje więc być narzędziem wspierającym rozwiązywanie skomplikowanych problemów, a zaczyna zastępować najprostsze procesy myślowe — mechanizm znany już z innych technologii, które najpierw poprawiały konkretną umiejętność, a potem powoli ją wygaszały.
Sprawa trafia w moment, gdy coraz więcej instytucji zadaje pytania o odpowiedzialność za skutki wdrażania AI bez pełnej kontroli nad skalą i sposobem jej użycia — podobne wątpliwości, choć w innym kontekście, podnosi raport PwC o niejasnej odpowiedzialności za ryzyko AI w pracy.
Reportaż WSJ nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy winny jest sam Google, czy raczej sposób, w jaki szkoły i uczniowie korzystają z udostępnionych narzędzi. Dane OECD i relacje nauczycieli sugerują jednak, że dostęp do AI „na każdym kroku” — bez odpowiedniego przeszkolenia z jej używania — może kosztować uczniów więcej, niż początkowo wydawało się zyskiem.
Android Authority odnalazło w kodzie APK dowody na rozszerzenie funkcji Call for Me w Gemini na rozmowy z rodziną i znajomymi.

Badanie Aleph Alpha pokazuje, że chińskie modele AI jak Qwen czy DeepSeek powtarzają linię partyjną na tematy tabu, np. Tiananmen i Tajwan.

GPT-6 Astra w teście StarSkirmish nie radziła sobie z botami StarCrafta i pobrała gotowe rozwiązanie człowieka jako swoje.